ławki |podkłady midi |Refleksologia
„Możność odbycia dużego kawałka drogi koleją zbyt nęciła, by wyrzec się jej z lekkim sercem. Długie oczekiwanie na dworcu mogło zwrócić na nas uwagę i doprowadzić do niemiłych konsekwencji, gdyż w tłumie oczekujących ludzi byliśmy bodaj jedynymi „cywilami". Postanowiliśmy przeto odbyć parogodzinną włóczęgę po mieście.
Na głównej ulicy, prowadzącej do dworca, spotykaliśmy co chwila przechodniów, dźwigających pod pachą bochenek świeżego chleba. Niektórzy z nich nieśli kawały smakowicie wyglądającej kiełbasy. Idąc śladem w ten sposób wytyczonym, wnet wykryliśmy w jakimś zacisznym zaułku sklepik, gdzie sprzedawano te specjały. Towar był już rozchwytany, zdołaliśmy jednak wyprosić jakieś resztki dość podejrzanie wyglądającego salcesonu. W ciasnym lokalu sklepowym tłoczyli się klienci, którzy pozostali, by posłuchać dwóch perorujących kobiet, ubranych w sowieckie mundury. Wykład podnosił wymownie powaby życia w Rosji i poświęcony był głównie prawu rodzinnemu i sytuacji kobiecej w ustroju sowieckim.
Po dłuższym i bezcelowym spacerze znaleźliśmy się z powrotem na głównej ulicy. Dawało się nam we znaki silne znużenie. W pewnym miejscu przykuł naszą uwagę skromny szyld z napisem „Cukiernia". Niestety, lokal zamknięty był na cztery spusty. Podpułkownik Demel. zauważywszy w otwartym oknie przyległego mieszkania zażywną jejmość o łagodnym wyrazie twarzy, zaczął jej słać czarowne uśmiechy i przymawiać się słodkim głosem o filiżankę kawy. Ku niekłamanej naszej radości zabiegi te odniosły pożądany skutek. Jejmość okrągłym ruchem pulchnej ręki wskazała nam drogę przez podwórze od tyłu posesji. Po chwili w skromnym mieszkaniu właścicieli cukierenki zostaliśmy uraczeni nie tylko kawą, lecz o cudo — stosem ciastek, wypieczonych z resztek zapasów i zazdrośnie strzeżonych dla wybranych gości. Trafiliśmy na ludzi prostych, obdarzonych dobrym i współczującym sercem. Nazwiska mieli czysto ruskie, lecz sądząc z mowy, byli Polakami. W ich mieszkaniu spędziliśmy cały dzień, w ciągu którego podpułkownik Demel kilkakrotnie chodził na dworzec. Nareszcie przed wieczorem przyniósł upragnioną wiadomość, że pociąg stoi pod parą.“(1)
lampiony |okna Cieszyn |Wyspy kuchenne i wózki
Możność odbycia dużego
„Możność odbycia dużego kawałka drogi koleją zbyt nęciła, by wyrzec się jej z lekkim sercem. Długie oczekiwanie na dworcu mogło zwrócić na nas uwagę i doprowadzić do niemiłych konsekwencji, gdyż w tłumie oczekujących ludzi byliśmy bodaj jedynymi „cywilami". Postanowiliśmy przeto odbyć parogodzinną włóczęgę po mieście.
Na głównej ulicy, prowadzącej do dworca, spotykaliśmy co chwila przechodniów, dźwigających pod pachą bochenek świeżego chleba. Niektórzy z nich nieśli kawały smakowicie wyglądającej kiełbasy. Idąc śladem w ten sposób wytyczonym, wnet wykryliśmy w jakimś zacisznym zaułku sklepik, gdzie sprzedawano te specjały. Towar był już rozchwytany, zdołaliśmy jednak wyprosić jakieś resztki dość podejrzanie wyglądającego salcesonu. W ciasnym lokalu sklepowym tłoczyli się klienci, którzy pozostali, by posłuchać dwóch perorujących kobiet, ubranych w sowieckie mundury. Wykład podnosił wymownie powaby życia w Rosji i poświęcony był głównie prawu rodzinnemu i sytuacji kobiecej w ustroju sowieckim.
Po dłuższym i bezcelowym spacerze znaleźliśmy się z powrotem na głównej ulicy. Dawało się nam we znaki silne znużenie. W pewnym miejscu przykuł naszą uwagę skromny szyld z napisem „Cukiernia". Niestety, lokal zamknięty był na cztery spusty. Podpułkownik Demel. zauważywszy w otwartym oknie przyległego mieszkania zażywną jejmość o łagodnym wyrazie twarzy, zaczął jej słać czarowne uśmiechy i przymawiać się słodkim głosem o filiżankę kawy. Ku niekłamanej naszej radości zabiegi te odniosły pożądany skutek. Jejmość okrągłym ruchem pulchnej ręki wskazała nam drogę przez podwórze od tyłu posesji. Po chwili w skromnym mieszkaniu właścicieli cukierenki zostaliśmy uraczeni nie tylko kawą, lecz o cudo — stosem ciastek, wypieczonych z resztek zapasów i zazdrośnie strzeżonych dla wybranych gości. Trafiliśmy na ludzi prostych, obdarzonych dobrym i współczującym sercem. Nazwiska mieli czysto ruskie, lecz sądząc z mowy, byli Polakami. W ich mieszkaniu spędziliśmy cały dzień, w ciągu którego podpułkownik Demel kilkakrotnie chodził na dworzec. Nareszcie przed wieczorem przyniósł upragnioną wiadomość, że pociąg stoi pod parą.“(1)
lampiony |okna Cieszyn |Wyspy kuchenne i wózki